Święta księga wilkołaka, czyli…

1

Aporema w DKK-KKD

7 marca 2016 roku w naszym Dyskusyjnym Klubie Książki – Każdy Kocha Dyskusje doszło do aporemy, czyli sporu, który dopuścił do głosu dwie przeciwstawne opinie na temat omawianej książki, a wszystko to za sprawą Wiktora Pielewina i jego „Świętej księgi wilkołaka".


Ten, kontrowersyjny i wzbudzający skrajne emocje, rosyjski pisarz z wykształcenia jest elektromechanikiem – absolwentem Moskiewskiego Instytutu Energetycznego, ale ukończył także kurs twórczego pisania w Instytucie Literatury, co dla opozycjonistów jego pisarstwa stanowi dowód na to, że bardzo rzetelnie przyswoił sobie wytyczne z kursu, natomiast w żadnym wypadku nie stanowi o jego wielkości jako pisarza. Wiktor Pielewin zyskał sobie jednak renomę jako jeden z sześciu najzdolniejszych młodych pisarzy europejskich, a to za sprawą „The New York Times'a", który w 1998 roku ogłosił ten fakt na swoich łamach. Do popularności Pielewina przyczynia się także jego umiejętność w budowaniu aury tajemniczości wokół swojego wizerunku, co wywołuje z kolei spekulacje mediów, czy autor w ogóle istnieje. Sam pisarz uważa Rosję za „bezprawną parodię" Ameryki, co sprawia, że po pierwsze: funkcjonuje w swoim kraju jako pisarz otwierający, sporządzoną w 2002 roku przez rosyjską organizację młodzieżową, listę pisarzy „niesłusznych" oraz „największy szkodnik Rosji" – z drugiej zaś strony znajduje się na czele jeszcze jednej listy – „najbardziej wpływowych intelektualistów Rosji", po drugie: wynosi go – w oczach „Zachodu" – na pisarza przeciwstawiającego się prezydentowi Putinowi, a tym samym pisarza godnego uwagi.

Wróćmy jednak do omawianej na spotkaniu „Świętej księgi wilkołaka" – książki, która w jednych budzi zachwyt, a u innych wywołuje niesmak. O czym traktuje? Z jednej strony mamy tu banalną historię miłosną z nawiązaniem do „Pretty woman" – tyle tylko, że u Pielewina kobietą rozpustną (aczkolwiek dziewicą) jest lisica A Huli, a jej wybrankiem szef FSB Aleksander – wilk (w późniejszej fazie powieści pies). Z drugiej strony, jak upierają się zwolennicy książki, fabuła nie jest rzeczą istotną ponieważ i tak wszystko sprowadza się do ośmieszenia wszystkiego – władzy, narodu, religii, ekonomii, ludzi. Faktem jest, że wilk symbolizuje elitę rządzącą, lisica – ludzi władzy w jakiś sposób przydatnych, ale potrafiących myśleć samodzielnie, a bezogoniaste małpy – to tępy, zmanipulowany i ubezwłasnowolniony naród.

To jednak nie wszystkie sporne kwestie wynikające z lektury „Świętej księgi wilkołaka". To, co dla jednych stanowi o geniuszu pisarza, dla drugich obnaża go jako grafomana, który fenomenalnie ukończył kurs twórczego pisarstwa i totalnie, acz globalnie, ignoruje czytelnika. Zastosowane przez Pielewina w powieści zabiegi konstrukcyjne przez zwolenników jego pisarstwa uznawane są jako mistrzowskie posunięcia obnażające stosunki ekonomiczno-społeczne, przeciwnicy zaś uważają, że aby stanąć w kręgu wielkich prozaików nie wystarczy zgrabnie dobrać i wkomponować w powieść wyrazy obce – z aporemą na czele – nie wystarczy zastosować terminologii seksuologicznej, nie wystarczy dobrać bohaterów „na topie" oraz zrobić z nich arcybohaterów, a same wywody natury filozoficznej w połączeniu z bezduszną i głupią w gruncie rzeczy władzą i ekonomią nie stanowią o wielkości „dzieła". Mistycyzm, buddyzm, taoizm i mitologia wplecione w powieść to, można śmiało rzec, zabieg psu... na budę, fakt powoływania się na uznanych pisarzy (a było ich w książce wielu, jak choćby: Fiodor Dostojewski, Władimir Nabokov, Aleksander Sołżenicyn, Aleksander Błok, Haruki Murakami) nie świadczy wcale o wielkości dzieła tylko o umiejętnym przejęciu cudzych myśli i ubraniu ich we własny garniturek z góry przewidziany na sprzedaż – o czym dobitnie informuje nas fakt, że Wiktor Pielewin jest najpopularniejszym autorem w Rosji. Sam Pielewin w „Świętej księdze wilkołaka" pisze, że cytatowość zmienia plagiatora w postmodernistę (Wiktor Pielewin „Święta księga wilkołaka"; Wydawnictwo W.A.B.; Wyd. I; Warszawa, 2006; str. 201). Postawmy w tym miejscu pytanie dla obu stron sporu „Pielewin się obnaża, czy kreuje na postmodernistę?". Jak widać aporema w tej powieści funkcjonuje doskonale. I zwolennicy, i przeciwnicy mają rację, a tym samym Wiktora P. bezsprzecznie należy uznać za profesjonalistę we wzbudzaniu skrajnych emocji wśród czytelników, literaturoznawców, a także mediów smętnie snujących się za ogonem i cieniem pisarza.

Przejdźmy w tym miejscu właśnie do „ogona" – stanowi on bowiem szczególnie ważny element powieści, choć tak naprawdę bez znaczenia. To za jego sprawą lisica A Huli realizuje fantazje seksualne swoich klientów, pozostając przy tym dziewicą, ale i na nią przyjdzie w końcu kres, a może – raczej – wybawienie. Bo trafi swój na swego, a co dwa ogony to nie jeden. Pielewin tym samym udowadnia, że miłość wyzwala, ale tylko tych co rozumieją sens istnienia i niebytu, do którego dążą na drodze swojego życia. Nie wszyscy jednak wybierają miłość i wolność – wolą władzę i pieniądze, ale to już ich wybór – to ich prostracja jak by napisał Pielewin. Czy warto zatem deliberować nad książką, w której parę kochanków stanowią mądra prostytutka (wiekowa, choć młoda z wyglądu jak Lolita) i głupi przedstawiciel władzy?

Po lekturze „Świętej księgi wilkołaka" rodzi się i inne pytanie: „Zmanierowany, snobistyczny i konsumpcyjny „Zachodzie" – czy wystarczy znieważyć rosyjskie rządy i demokrację putinowską, czy wystarczy napluć i tobie w twarz, byś uwierzył, że masz przed sobą pisarza-proroka, którego słowo warte jest zapamiętania?". Czy warto rozmyślać dlaczego Aleksander, który na początku był szarym wilkiem, by po prawdziwym „pocałunku miłości" przeobrazić się w czarnego psa, na myśl przywodzi nam Gandalfa Szarego i Białego z „Władcy Pierścieni"? Czy naprawdę warto?

W tym lunatycznym (sam autor napisałby somnambulicznym) dziele nie dziwi nic, satyra rządzi się wszakże swoimi prawami, ale przecież nadmiar środków, odniesień i cytowań nie stanowi o sile wyrazu, bo „kaszy masłem nie zepsujesz, ale łatwo zepsuć masło kaszą" (Wiktor Pielewin „Święta księga wilkołaka"; Wydawnictwo W.A.B.; Wyd. I; Warszawa, 2006; str. 49), a kasza okraszona dużą ilością skwarków jest daniem smacznym jednakże w dalszym ciągu pozostaje daniem pospolitym i w żaden sposób nie kwalifikującym jej do wytwornego menu. Tak też można określić „Świętą księgę wilkołaka", która w sposób słownikowy, jak przystało na satyrę, wyśmiała wszystko: „osoby, środowiska społeczne, postawy według świata, poglądy polityczne, instytucje, sposoby zachowania się i mówienia" („Podręczny słownik terminów literackich" pod redakcją Janusza Sławińskiego; Wyd. czwarte poprawione; Warszawa: OPEN, 1994; str. 223) stosując wszystko. Zatem czy Wiktor Pielewin to wirtuoz grafomanii, czy mistrz satyry? Pytanie to niech pozostanie otwarte na potrzeby przyszłych czytelników, którym pozostaje tylko jedno – wybrać jedną z opcji. Jakkolwiek by nie wybrali i tak zgodnie z definicją aporemy będą mieli rację.

Rudymentarny charakter tej książki objawia się w wykorzystaniu w niej szczątkowych i elementarnych prawd na temat życia zaczerpniętych od innych pisarzy, filozofów (np. Kant), naukowców (Stephen Hawking), z rosyjskich baśni, mitologii skandynawskiej, taoizmu i wielu innych źródeł. Trudno określić, czy świadczy to o wielkości powieści Pielewina, czy też o jego świadomej kpinie z czytelnika. Odbiorca tekstu znajdzie przecież w nim dla siebie fantastyczny romans – co prawda bez happy end'u – z polityczno-ekonomicznymi wzmiankami i to mu wystarczy, czytelnik dociekliwy będzie drążył i dojdzie do wniosku, że jeżeli coś jest o wszystkim to w gruncie rzeczy stanowi o niczym. Sam Pielewin obnaża się jednak przed czytającym wkładając w usta A Huli następujące słowa: „Gospodarka oparta na pośrednictwie rodzi kulturę, która woli sprzedawać obrazy stworzone przez innych zamiast tworzyć własne." (Wiktor Pielewin „Święta księga wilkołaka"; Wydawnictwo W.A.B.; Wyd. I; Warszawa, 2006; str. 20). Tak też można odebrać jego książkę. Autor jest mądry mądrością innych – sam nic nowego nie tworzy – odcina kupony bazując na tym, co już dawno zaistniało, kompiluje powieść i drwi sobie ze wszystkich otwarcie nas o tym informując – jest fenomenalnym kpiarzem piętnującym nawet samego siebie. Nie jest to trudne zadanie kiedy tak jak autor założy się, że „Gmach współczesnej osobowości bardziej przypomina ziemiankę – nie ma co w niej runąć i nie trzeba prawie żadnych starań, by nią zawładnąć." (Wiktor Pielewin „Święta księga wilkołaka"; Wydawnictwo W.A.B.; Wyd. I; Warszawa, 2006; str. 104). Dlatego też „odbija się piłeczki" (op. cit.; str. 247) przecież nie jest się Sołżenicynem.

I tak można by w nieskończoność kontynuować rozważania na temat „Świętej księgi wilkołaka" – dochodząc do sprzecznych wniosków, które w gruncie rzeczy i tak prowadzą do konkluzji, że Pielewin to faktycznie nie Sołżenicyn.

Na spotkaniu naszego Klubu nie obyło się też bez dalszej autoprezentacji Klubowiczów. Dlatego możemy śmiało nadać mu tytuł „DKK, koty i poezja" – okazuje się bowiem, że wielką miłośniczką kotów jest Pani Krystyna, która systematycznie się nimi opiekuje i je dokarmia, na rzecz swoich ulubieńców, którym buduje na zimę domy ze styropianu, upiekła przepyszną szarlotkę dla Klubowiczów, którzy nie omieszkali wspomóc kocich braci wrzucając datki na karmę do kociej skarbonki Pani Krysi. Jako druga zaprezentowała się nam Edytka – czytając swój wiersz na temat miłości jaką obdarza wszystkie swoje trzy córeczki. Pozostali Członkowie nagrodzili pasje Pań brawami i wyrazami uznania. Jako, że spotkanie miało miejsce w wigilię Dnia Kobiet, Pan Adam złożył na ręce prowadzącej pisemne życzenia dla Kobiet Eko-Logicznych, które zostały przeczytane i po części – tej korzystnej dla Pań – zaakceptowane.

Spotkanie – jak zawsze miłe – tym razem za sprawą omówionej powyżej pozycji przebiegało w burzliwej atmosferze, ale udowodniło, że w naszym Klubie, każdy ma prawo do wyrażenia swojej opinii na temat przeczytanej książki.

23

45

 

DKK logo 2

Logo Instytut Książki 2

Logo NPRC 2


Z życia filii

Lektury na plan - pierwszy filmik

lektury

Filia nr 15

Podsumowaniem spotkań czytelniczych "Lektury na plan" w Filii nr 15 - Mec, w których biorą udział uczniowie z klas podstawowych i gimnazjalnych, będą filmiki promujące naszą akcję i zachęcające młodzież do czytania książek. Prezentujemy pierwszy z nich. Czytamy "W pustyni i w puszczy" Henryka Sienkiewicza z klasą VI b ze Szkoły Podstawowej nr 46 w Sosnowcu - KLIK.

Tydzień na Walcowni

ska1

Filia nr 5

Co to jest czako, co oznaczają kolory pióropusza, na czym polega praca górnika – tego dowiedziały się dzieci z Przedszkola nr 14, uczestnicząc w zajęciach z cyklu "Wędrówki z legendą". Atrakcją spotkania było obejrzenie przedstawienia pt. „Legenda o Skarbniku" z użyciem teatrzyku kamishibai. Najmłodsze grupy przedszkolaków wzięły udział w mikołajkowym spotkaniu w bibliotece, na którym każde dziecko otrzymało słodki upominek.

Więcej…

Drużyna Świętych Mikołajów

mipo1

Filia nr 17

W przeddzień Mikołajek podczas popołudniowych warsztatów plastycznych dzieciaki z Filii nr 17 - Pogoń miały okazję własnoręcznie zrobić postać starszego pana z Laponii. Wykorzystując dostępne materiały plastyczne i pomysłowość, stworzyły drużynę Świętych Mikołajów niosących prezenty grzecznym dzieciom.

Więcej…

II Ogólnopolskie Czytanie Jeżycjady

Bez tytułu

Filia nr 15

Wspominając kwietniową przygodę z Jeżycjadą, do której przyłączyliśmy się razem z nauczycielami i uczniami ze Szkoły Podstawowej nr 46 w Sosnowcu, zapraszamy do obejrzenia filmu z tego wydarzenia. Za zgodą wydawnictwa Akapit Press, organizatora tej ogólnopolskiej akcji oraz wydawcy książek Małgorzaty Musierowicz, udostępniamy videorelację zmontowaną przez jednego z uczniów sosnowieckiego gimnazjum - KLIK.

Joomla templates by Joomlashine