Krzysztof Domaradzki - "Przełęcz"
Na przełomie stycznia i lutego 1959 roku grupa studentów wyrusza w góry Uralu Północnego. W czasie wyprawy zdarzenia toczą się w tak nieprzewidywalny sposób, że wszyscy jej uczestnicy giną. Sposób, w jaki prowadzone jest śledztwo, sprawia, że tajemnica ich śmierci nigdy nie zostaje wyjaśniona, zaś przełęcz, w której dochodzi do tragedii, zostaje nazwana od nazwiska lidera grupy. Czy ten opis brzmi znajomo? Dla wielu z Was pewnie tak, ale nie do końca odnosi się on do wydarzeń, o których myślicie. Ten sam opis dotyczy najnowszej książki Krzysztofa Domaradzkiego "Przełęcz", w której dwójka głównych bohaterów - prywatny detektyw i młoda prawniczka - na polecenie człowieka znacznie wyżej postawionego w hierarchii niż oni, zajmują się rozwiązaniem tajemniczej śmierci mającej miejsce na Przełęczy Gonczara.
Mamy więc książkę, w której autor nie raz podkreśla, że jest inspirowana tragedią na Przełęczy Diatłowa. Pozmieniał jednak imiona i nazwiska studentów oraz osób zajmujących się śledztwem, nazwy miejscowości, plemion i szczytów. Odtworzył charaktery prawdziwych postaci według własnego uznania. Zachował zaś przebieg całej wyprawy, ilość uczestników, relacje, jakie między nimi panowały. Autor wspomina wielokrotnie o różnych teoriach próbujących wyjaśnić ich śmierć. I w tym momencie mam mieszane uczucia, co do książki. Z jednej strony "Przełęcz" czyta się bardzo dobrze, mimo, że Domaradzki prowadzi narracje dwutorowo - historie Wiktora Gonczara i jego grupy oraz Żeni i Uzi próbujących wyjaśnić śmierć studentów w 2020 roku. Ta druga cześć książki, która skupia się na współczesnych wydarzeniach jest wciągająca. Każdy nowy bohater nie pojawia się bez powodu a główna intryga jest nieoczywista. Z drugiej strony, gdzieś z tylu głowy, ciągle mi nie pasowały pozamieniane chociażby imiona bohaterów i ciągle czekałam aż padnie nazwa "Przełęcz Diatłowa". Zastanawiałam się kiedy nastąpi koniec pisania tego fanficka o prawdziwych wydarzeniach na przełęczy. Moja irytacja historią Wiktora Gonczara pewnie wynikała z faktu, że stosunkowo niedawno czytałam kilka pozycji o Przełęczy Diatłowa. Dlatego ciągle siebie pytałam, po co została napisana ta książka i po co ja ją czytam? Tym bardziej, że na rynku jest kilka powieści o Przełęczy Diatłowa, które nie udają, że nimi nie są. Jednak opinie o tej książce każdy powinien wyrobić sobie sam, bo jest ciekawą alternatywą i chyba jedyną polską powieścią odnosząca się do tych wydarzeń.
E. Równicka