Słowo humoru i Boginie z Žitkovej – DKK
Podczas jesiennych spotkań Dyskusyjnego Klubu Książki „Każdy Kocha Dyskusje” uczestnicy przekonali się, że śmiech i władza to odmienne rodzaje broni, które skutecznie wymierzone mogą przynieść bardzo podobne efekty, a wszystko to za sprawą dwóch książek – innych w swojej tematyce, ale traktujących niemalże o tym samym. Pierwsza pokazuje nam jak śmiechem obalić reżim, druga jak reżimem łamać życie jednostek. "Słowo humoru" ukazuje czytelnikom możliwość zabicia ironią i wyśmiewaniem. "Boginie z Žitkovej” zaś – udowadniają, że jednostka obdarzona władzą i poczuciem bezkarności, przy użyciu swoich możliwości i manipulacji, może zniszczyć los drugiego człowieka.
W październiku tematem spotkania DKK był esej Olgi Drendy „Słowo humoru”, w którym Autorka wzięła na warsztat poczucie humoru i przyjrzała się różnym odsłonom i kontekstom dowcipu, ironii, abstrakcji i nonsensu – od mowy ezopowej w czasach PRL-u, przez twórczość sceny kabaretowej, po język reklam z początku transformacji, stand-up, mezosferę i cenzopapę. Autorka zadała kluczowe pytania: „Dlaczego się śmiejemy?”, „Do czego służy śmiech?”, „Komu i z czego wolno się śmiać?”, „Czy satyra rysowana grubą kreską jest jeszcze możliwa?”, „Jak długo żyją memy?” oraz zastanawiała się nad związkami humoru z polityką oraz budowaniem poczucia solidarności poprzez śmiech. Udowodniła, że tyrani nie mają poczucia humoru, ale niestety lubią się śmiać – zwłaszcza podczas czyjejś egzekucji, że śmiech poprzez łamanie czyjejś godności jest czynem niegodziwym. Dowiodła, że niejednokrotnie śmiejemy się ze strachu. I tu – odpowiednio – wchodzą w grę: śmiech z marnego dowcipu spowodowany własnym konformizmem – np. przez wzgląd na przełożonego i udział w jego grze; śmiech ze słabszych – ten np. spowodowany może być obawą przed wykluczeniem z konkretnej grupy wpływów czy władzy; śmiech z lepszych – spowodowany oczywiście strachem przed degradacją; śmiech szyderczy – wywołany jednorodnością grupy – kto nie jest z nami jest przeciw nam... Drenda powołała się w tym przypadku na słowa Georga Carlina, który z kolei odwołał się do zasady stand-upu, zgodnie z którą w dowcipie należy stosować zasadę wyśmiewania się z silniejszego, a nie gnębienie już zgnębionego – zatem pogarda nie jest już śmieszna... Inaczej rzecz się ma w sytuacji kiedy żartuje się z własnej traumy – co może być pomocne w odzyskaniu kontroli nad własnym życiem.
W "Słowie humoru" oczywiście znaleźć można o wiele więcej dygresji na temat poczucia humoru, sarkazmu, drwiny, ironii – jego rodzajów i przynależności w odniesieniu do konkretnych grup społecznych, czy też uwarunkowań historyczno-politycznych. Pewne jest jednak, że – wymieniony w książce – polski psycholog Stefan Szuman ma rację twierdząc iż: "człowieka obdarzonego humorem stać na wesołe i pogodne przeżywanie wielu rzeczy z natury raczej trudnych i przykrych. Humor jest bogactwem, które jednak, rzecz dziwna, zdobywają tylko ludzie skądinąd ubodzy. Prawdziwy dojrzały humor – poza naturalną, wrodzoną wesołością usposobienia – wynika bowiem zawsze z konieczności zaradzenia złemu, z potrzeby przezwyciężenia w sobie pesymizmu, gnębiącego każdą dojrzałą istotę ludzką." – tylko taki śmiech łagodzi obyczaje, niesie pokój i spokój, zachęca ludzi do budowania, a nie niszczenia, wzajemnego wspierania, a nie bezustannej konkurencji, kamuflowania się w ciągłej ironii w celu uniknięcia konfrontacji z tym, co naprawdę się czuje. Warto zatem śmiać się razem – a nie z kogoś...
Listopadowe spotkanie DKK dotyczyło książki "Boginie z Žitkovej”, w której Kateřina Tučková w unikalny sposób połączyła fikcję z prawdą historyczną. Powieść przedstawia czytelnikom losy wyjątkowych kobiet zwanych boginiami, które potrafiły leczyć ziołami, przepowiadać przyszłość i poskramiać żywioły, czyli bogowały w odciętej od świata wsi – wysoko w Białych Karpatach. Ich dzieje odkrywa ostatnia z rodu bogiń – Dora Idesová, która zmuszona jest opuścić rodzinne strony. Tajemnicze dzieje jej rodziny nie dają jej jednak zaznać spokoju. Postanawia więc ukończyć studia etnograficzne i pochylić się nad losem, zmarłej w szpitalu psychiatrycznym, ciotki – Surmeny. Przez całe swoje dorosłe życie zgłębia fenomen bogiń z Žitkovej. Krok po kroku odkrywa swój rodowód zaczynający się od krwawych procesów o czary w siedemnastym wieku, poprzez drugą wojnę światową i czasy komunizmu aż do końca lat dziewięćdziesiątych. Losy ciotki Surmeny udaje jej się jednak odtworzyć dopiero po obaleniu komunizmu i odtajnieniu akt służby bezpieczeństwa, w których odnajduje i poznaje skrywane tajemnice rodzinne. Odkrywa niebezpieczne związki siostry ciotki – Mahdalovej – z faszystami, mściwą postawę Jindřicha Švanca vel Heinricha Schwannze – kolaboranta, członka SD i późniejszego zagorzałego komunisty, który nigdy nie darował Surmenie, że za jej sprawą trafił do więzienia, i za sprawą którego Surmena skończyła swoje życie w szpitalu psychiatrycznym. Nie bez znaczenia były w tym przypadku odpowiednie donosy i pomówienia w składanych przez Švanca raportach do StB.
"Boginie z Žitkovej” to fikcyjna powieść historyczna obnażająca jednak prawdę o wszelkich odmianach reżimu. Na przykładzie bogiń możemy się przekonać, że bardzo łatwo manipulować życiem każdej jednostki w społeczeństwie. Wystarczy odpowiedni człowiek na odpowiednim stanowisku, a twoje życie może być albo spokojne albo stracone. Reżim czyni z człowieka niewolnika – ci, którzy nie chcą nimi być i żyją według własnych zasad, nie wpasowując się w obowiązujące trendy i przekonania stają się wrogami, a wrogów wiadomo – trzeba wyeliminować. Wydawałoby się, że boginie ze swoimi przepowiedniami i uzdrowieniami nie stanowiły dla komunizmu żadnego zagrożenia, jak widać i na zabobony znajdzie się paragraf jeżeli władza uzna to za zasadne. Wiwat relatywizacja! Wszystko jest względne...
Reasumując – zabić można zarówno śmiechem jak i reżimem...
Gorąco polecamy lekturę obu książek.