Maria Gąsienica-Zawadzka - "Ostatni smrek"
Pożary trawią domy i obejścia niewinnych ludzi w Kościelisku. Nieszczęśliwe wypadki czy podpalenia? Tego chce się dowiedzieć Jagna Biernacka, dziennikarka „Tygodnika Podhalańskiego”. Ma nieodparte przeczucie, że to nie są przypadki, a podczas dziennikarskiego śledztwa jej przypuszczenia się potwierdzają. Ktoś podpala domy na zlecenie. Śmierć starszego małżeństwa podczas jednego z pożarów staje się przełomem w zbieraniu materiałów do artykułu. Miejscowi milczą, jednak Jagna nie odpuszcza i powoli odnajduje puzzle pasujące do całości. A wśród tych puzzli mamy korupcję, wielkie biznesy i jeszcze większą chęć zysku, skrywaną pod podszewką dbania o ukochaną ojcowiznę i wolne od patodeweloperki Tatry. Maria Gąsienica-Zawadzka wyjątkowo sprytnie łączy góralskie tradycje ze współczesną pogonią za dutkami. Powoli ujawnia tajemnice i pozwala na działanie czytelniczej wyobraźni. Kolejne rozwiązania zagadek zaskakują. Pożar trawi też dom dziadka Jagny, co szczególnie uderza w dziennikarkę, ale też w czytelnika. W trakcie prowadzonego śledztwa okazuje się, że policyjny ekspert od pożarów fałszował dokumenty, a lokalni biznesmeni mają swoich informatorów w każdym urzędzie. Ich wtyką okazuje się m.in. bliska Jagnie osoba. Dodatkowym elementem komplikującym intrygę staje się historia Jagny – jedno wydarzenie z przeszłości nie pozwalało jej normalnie funkcjonować, dlatego z psychiczną traumą wróciła do Zakopanego. Autorka, tworząc głównych bohaterów, nie ułatwia rozwiązania zagadki – czytelnik podejrzewać może prawie każdego. Ważnym elementem thrillera jest z pewnością tytułowy smrek, którego górale czczą od wieków. Tu pojawia się wątek wikarego próbującego uratować kościeliskie rodziny i proboszcza, który posunął się za daleko. „Ostatni smrek” to już czwarta powieść Marii Gąsienicy-Zawadzkiej. Autorka po raz kolejny zabiera nas w magiczny świat Podhala, gdzie stare miesza się z nowym, a lokalny koloryt zapewnia świetne tło dla powieści.
K. Pluta