Beatriz Serrano - "Ogród rozpaczy ziemskich"
Marisa to kobieta po trzydziestce, która mieszka w Madrycie i pracuje w branży kreatywnej. Wieczorami niezobowiązująco spotyka się ze swoim sąsiadem. Z pozoru jej życie wydaje się zwyczajne i uporządkowane, jednak każdy poranek jest dla niej walką z narastającym lękiem i wypaleniem. W pracy chowa się za maską osoby uśmiechniętej i zaangażowanej, ale to tylko iluzja - w rzeczywistości daje z siebie minimum. Gdy tylko zostaje sama, ucieka w oglądanie krótkich filmów na YouTube, próbując przetrwać kolejne dni, a natrętne myśli zagłusza lekami uspokajającymi. Terapeutę zastąpiła Hieronimem Boschem, którego twórczość daje jej chwilowe poczucie zrozumienia i otuchy. Z czasem granica między codziennym funkcjonowaniem a wewnętrznym rozpadem zaczyna się zacierać, przez co Marisa stopniowo traci kontrolę nad swoim życiem.
Tytuł powieści Beatriz Serrano nawiązuje do tryptyku Boscha „Ogród rozkoszy ziemskich” - obrazu pełnego chaosu, nadmiaru i niepokoju ukrytego pod pozorem piękna. Ten sam przesyt przenika życie Marisy, która coraz bardziej gubi się we własnych myślach. Fascynacja malarzem staje się dla niej nie tylko formą ucieczki, ale też próbą odnalezienia ukojenia w świecie, który nieustannie ją przytłacza. To refleksyjna i melancholijna opowieść o samotności, wypaleniu zawodowym i zaburzeniach lękowych. Momentami sarkastyczna, ale przede wszystkim trafnie pokazująca doświadczenia współczesnych trzydziestolatków. Ta historia może trafić do czytelników ceniących prozę Sally Rooney lub Ottessy Moshfegh (w szczególności „Mój rok relaksu i odpoczynku”). Znajdziemy tu podobną wrażliwość i bohaterów zagubionych w codzienności. „Ogród rozpaczy ziemskich” to powieść, która nie oferuje spektakularnych zwrotów akcji, ale pozostawia czytelnika z niepokojącym wrażeniem, że każdy może odnaleźć cząstkę samego siebie w głównej bohaterce. Choć szczególnie bliska może być pokoleniu milenialsów, trafi do każdego, kto choć raz poczuł się zagubiony we współczesnym świecie.
K. Baron